KONTROLOWANI

TAJNE PRZEZ POUFNE

Żyje(my)

Termin mam na 27 września i modlę się, by do niego dotrwać. Nie rozumiem, dlaczego baby tak bardzo cierpią, że są wciąż w dwupakach. Ja nadal jestem niespakowana. Spakowałam co prawda Michała, ale siebie nie mam ochoty. Boję się, że ta torba będzie stała i się na mnie gapiła i coś przyspieszę. A nie mam ochoty.

Co do mojego genialnego zachowania, ser żółty jednak nie był najgorszy. Popłakałam się ostatnio, bo uznałam, że On przytula mnie więcej, gdy płaczę, a mniej, kiedy nie płaczę. A gdy chciał mnie przytulić, kiedy płakałam, to kazałam mu siebie nie dotykać.

On: Dzięki tobie zaczynam wierzyć w Boga… Boże, daj mi siłę.

…..

7 rano, radio ZET: kiedy mężczyzna śpiewa po francusku to ma 100 do atrakcyjności.

On: (śpiewająco) Bagietkaaaaa. Reeeeenooooo.

…..

Ja: Powiedz mi coś fajnego.

On: Kocham cię bella. Makarone, di pasta!  Frutti di mare!

Ja: Boże, jaki ty jesteś głupi.

On: Czierto.

Reklamy

Sraczka umysłowa

Słyszeliście, że babki w ciąży wariują? Ja słyszałam, ale nie do końca w to wierzyłam. I na początku nie było aż tak źle. Czasami o czymś zapomniałam, czasami coś pokręciłam. Ale od miesiąca sama mam siebie czasami dość. Potrafię w sklepie 3 razy szukać produktów, bo o niektórych zapominam. Nie żeby to były jakieś kefiry czy inne dodatkowe bzdurki. A to o pomidorze, a to o chlebie zapomnę. Mąż to zauważył. No, niestety, nie udało mi się ukryć.

Szukam karty Home&you.

On: Gdzie ta karta?

Ja: Chyba nie pamiętam.

On: Co?? To co teraz?

Ja: Muszę pomyśleć, gdzie mogłam ją położyć.

On: No to koniec. Jesteśmy w dupie.

…..

Robię też awantury. Nie żebym wcześniej nie robiła, ale teraz takie fajne robię. Serio, są wyczesane. Na przykład ostatnia, którą zrobiłam, była o ser. Żółty, z wielkimi dziurami. Zjadł, a ja uważałam, że powinien zapytać, zanim zje. Nie żeby kiedykolwiek to robił, ale akurat wtedy tak sobie chciałam.

Becik: Co porabia?

Ja: Nienawidzę człowieka.

Becik: Co tym razem?

Ja: Zjadł ser!

Becik: Ale jak zjadł? Tak po prostu otworzył lodówkę i zjadł WASZ ser?

Ja: Tak!

Becik: I już wiesz, jak to zabrzmi w sądzie. Co było powodem rozstania? Ser. Tutaj już nawet mediacje nie pomogą.

…..

Ja: Becik sobie żartuje z tym sądem, ale jak jeszcze raz zjesz ser bez mojej zgody, to idę do sądu!

On: Nie zapomnij dodać, że był z dziurami. Prawo do Michała z miejsca dostaniesz.

*****

Jest 31 tydzień, a ja mam kilka (dosłownie) rzeczy. Jakieś smoczki, butelkę, laktator i ze dwie, inne bzdurki. Widzę, jak się laski zachwycają rzeczami dla dzieci i czytam teksty o tym, że nie mają ochoty sobie nic kupować, tylko właśnie dla dzieci. A ja tak nie mam. Tzn. no owszem, kupić mogę, bo mieć muszę, ale jednak nadal bardzo interesują mnie Zalando albo inne sklepy z rzeczami dla mnie. Jestem mało „matkowa”?

Ps. Szukam sukienki na sierpniowe wesele koleżanki. Znacie fajne strony lub sklepy z sukienkami ciążowymi, ale nie wyglądającymi jak worek albo sukienka dla kobiety 80+?

Zakopana obrona

We środę wyjechaliśmy do Zakopanego razem z Jego rodzicami. We czwartek zrobiłam 6-godzinny spacer po Dolinie Białego i gdzieś tam jeszcze, więc w piątek już niekoniecznie nadawałam się na dłuższe chodzenie po górach. Ale super odpoczęłam i pooddychałam w końcu powietrzem mniej duszącym niż to warszawskie.

W sobotę wróciliśmy do domu, bo w niedzielę miałam obronę pracy dyplomowej. Trwała ona 40 minut, a trwałaby pewnie jeszcze dłużej, gdyby nie to, że w pewnym momencie dałam komisji do zrozumienia, że albo skończą mnie maglować, albo sobie usiądę, bo ten upał i ten brzuch nie lubią się nawzajem. Chociaż już samo głośne sapanie mogli zrozumieć. A nie od razu zrozumieli.

No, ale pjoooontka jest, więc wybaczyłam im.

……

Aby odebrać dyplom z tych studiów, potrzebowałam dyplomu studiów magisterskich. Okazało się, że dokument jest w domu rodziców. Połapałam się dość późno, więc jedynie kurier wchodziłby w grę. Piszę do Becika, że trzeba mi to wysłać, na co dowiaduję się, że Mat właśnie jedzie do Wawy, więc ona później mi to wyśle.

Ja: Od kiedy wie, że będzie jechał?

Becik: Od wczoraj, a coo?

Ja: Przecież pytałam, bo chcę mój dyplom!

Becik: A, no tak. Zapomnieliśmy.

Ja: Dlaczego ty nigdy nie słuchasz ludzi?

Beata: A ktoś mi płaci? Ja nie jestem psychologiem, na Boga!

…..

Pojechałam na kilka dni, między innymi na wizytę u neurochirurga. Postawiłam sobie za cel odbyć kilka wizyt u specjalistów i sprawdzić, czy aby na pewno ten pierwszy się nie pomylił i może jednak będę mogła mieć sn.

Jako że przyjechałam dosłownie na chwilę, oczekiwałam, że siostra jednak będzie szczęśliwa.

Ja: Beata?… Haaaalo… Beata!

Becik: Czekaj, Anka do mnie pisze.

Ja: I Anka jest ciekawsza od twojej siostry, której nie widujesz codziennie?

Becik: Nie uwierzysz.

Ja: Już nie wierzę.

Becik: Anka chce iść do „Mam talent”.

Ja: Gdzie?

Becik: Odlot!

Ja: A tam nie chodzi o to, żeby mieć talent?

Becik: Noooo… Pisze, że będzie śpiewać.

Ja: Co?

Becik: A bo ja wiem? Pewnie pieją kury pieją.

…..

Powiem wam, że nic nie mam. Dla bobka praktycznie nic nie mam. Mieliśmy się właśnie przeprowadzić, a okazało się, że jest trochę więcej usterek niż trochę w nowym mieszkaniu i czekamy aż deweloper je ogarnie. To oznacza, że zanim wejdzie nasza ekipa może minąć kolejny miesiąc, a to z kolei oznacza, że wprowadzać się będziemy może na początku września. To znaczy, pewnie On będzie się wprowadzał, a ja będę czekać aż sam wszystko ogarnie, bo mam termin na połowę września właśnie. Na razie przynajmniej. Chciałabym już kupić różne rzeczy i mieć z głowy, ale nie chcę tego składować w tym mieszkaniu, a potem przewozić.

Te, które mają już bobasy, jak to jest z łóżeczkiem? Macie dostawki w sypialni? Śpi w łóżeczku? Jakim? Potrzebuję danych.

Senna glukoza

Sobota, a musieliśmy wstać o 7 rano, bo miałam krzywą cukrzycową.

On się budzi, patrzy na mnie ze złością w oczodołach.

Ja: Co jest?

On: Śniło mi się, że zdradziłaś mnie z sąsiadem.

Śmieję się.

On: Nie ma się z czego śmiać. Czekam na przeprosiny!

…..

Ja: No już, już, za dużo myślisz. Już widzę, jak ci żyły powychodziły na czoło.

On: Co? Włóż z powrotem!

…..

Poszedł pod prysznic. Zawsze włącza tam sobie muzykę. Tym razem nie włączył i sam sobie śpiewa.

On: Mydełkoofaaaaa!… Kurde, mam Palmolive, nie zrymuję z tym.

Wychodzi, staje golusieńki przede mną:

On: Musimy kupić nowe mydło.

…..

Samo wypicie tego cukrowego czegoś nie było straszne. Ot, po prostu jakbym trochę więcej cukru zjadła. Pierwsze 15-20 minut też było okej. Schody zaczęły się później. Nagle zakręciło mi się w głowie i miałam odruch wymiotny. I przeleżałam półtorej godziny u pielęgniarek, a krew pobierały mi na leżąco. Tzn. ja leżałam, nie one.

A co do wyników, na czczo i ten pierwszy wynik wyszły dobrze, a ten trzeci wyskoczył w górę jak szalony i mam mocno powyżej normy. Jutro mam ginekologa, to się dowiem, co dalej. Nie znam się, ale jeśli to będzie oznaczało, że będę musiała zmniejszyć ilość jedzonych mandarynek i winogron, to się popłaczę.

Śmietnik

Mój kręgosłup nie wytrzymuje, od kilku dni bóle promieniują na przód i ledwo się ruszam. Poszłam więc w końcu na zwolnienie, na które próbował mnie od dawna wysłać lekarz prowadzący.

Dziś, On w pracy:

Ja: (przez telefon) Cudownie jest wysypiać się do dziesiątej trzydzieści.

On: (śpiewa) Z każdym dnieeem kocham cię coraz mnieeej.

…..

Jako że jestem na zwolnieniu, mam mniej osób, z którymi w ciągu dnia paplam. On wraca z pracy i zaczynam mówić. Wczoraj nie wytrzymał. Najpierw zobaczyłam zniesmaczoną minę, potem szeroko otwarte oczy.

Ja: Co?

On: Potrzebujesz wieczoru z Dorotą. Takie rupiecie mi przekazujesz.

Ja: Jakie rupiecie?

On: Same śmieci.

Własny mąż nie chce mnie słuchać. Ciekawa teraz jestem, jak ci w pracy wytrzymywali. Czy dlatego ze mną rozmawiali, bo chcieli, czy dlatego, że musieli.

…..

Michał ma się dobrze, kopie jak szalony.

On: Cały czas? Czy to znaczy, że będziemy mieli kolesia, który nie będzie spał??

Będziemy? Czy to nie ma związku? Ja lubię spać. Bardzo lubię spać.

Połówkowe po raz pierwszy

Wczoraj miałam badanie połówkowe. Pierwsze, bo te z warszawskiego Luxmedu traktuję z przymrużeniem oka. Dopiero za 2 tygodnie mam połówkowe w prywatnej klinice i na nie czekam bardziej.

Mam znajome, które chodzą na NFZ do ginekologa. I wiem, że zdarzają się normalni lekarze, ale kilka koleżanek trafiło chyba na tych psychicznie chorych, bo aż do 30 tygodnia miały zaledwie 3 x USG. Sama mam średnio co miesiąc (prywatnie), a na Lux tylko właśnie wtedy, kiedy miałabym na NFZ. Do tej pory udało mi się mieć to badanie średnio co 2-3 tygodnie i to uważam za optimum, żebym nie świrowała z nerwów. Bardziej boję się, że po tym połówkowym, które mam mieć 25 maja, kolejne będzie dopiero w ostatni weekend czerwca, bo przecież głupi Luxmed nie wystawi skierowania na dodatkowe, skoro nie musi. I nie rozumiem takiego postępowania. Jak można zrobić USG w 11. tygodniu, a kolejne zaplanować dopiero na 20. tydzień, czyli 2 miesiące później? Przecież w tym czasie tak wiele niedobrego może się wydarzyć.

Te koleżanki latają na Izby Przyjęć w szpitalach i siedzą w kolejkach, bo jak je coś mocniej i na dłużej zaboli, to nawet nie wiedzą, co powinny robić, bo przecież nie widziały dziecka sto lat.

…..

Najlepszemu przyjacielowi męża planowaliśmy powiedzieć o ciąży już jakiś czas temu, ale albo my nie mieliśmy czasu, albo oni nie mogli się z nami spotkać. Gdy wyszliśmy na kolację w lutym, czuliśmy, że to trochę za wcześnie, ale postanowiliśmy, że powiemy. Niestety, na kolacji pojawił się też brat męża, który miał się dowiedzieć później (razem z rodzicami), więc milczeliśmy. Zdziwiłam się zachowaniem Moniki, która dziwnie zakrywała się swetrem. Gdy wróciliśmy do domu, stwierdziłam, że podejrzewam u niej ciążę. Wtedy mąż przypomniał sobie, że niedawno przyjaciel wspominał o budowie większego domu, bo się trochę nie mieszczą (mają jedną córeczkę 3-letnią i 80 metrów aktualnie). No, ale nic nie powiedzieli, więc zostawiliśmy temat.

1 kwietnia wysłałam zdjęcie USG na Messengerze do Moniki i jej męża. Chcieliśmy się trochę pośmiać, ale okazało się, że Monika nie skumała, że jest Prima Aprilis i zwyczajnie pogratulowała bobasa. I aby się odwdzięczyć za super wiadomość, przesłała zdjęcie USG swojego bobasa. Podobno też chłopiec, podobno o tydzień młodszy od naszego.

Wielkanocna Lubelszczyzna

Tegoroczne święta spędziliśmy w województwie lubelskim – sobotę w Lublinie, niedzielę w Nałęczowie i Kazimierzu Dolnym, a w poniedziałek pospacerowaliśmy po Puławach, zwiedziliśmy Pałac Czartoryskich i wróciliśmy wieczorem do domu.

Przyznam, że w tamtych rejonach byłam pierwszy raz w życiu. I żałuję. Jezu, jak tam pięknie. Tak rozlegle. Zawsze twierdziłam, że jednak w Polsce nie ma zbyt wielu miejsc, którymi możemy się pochwalić. Raczej zachwycałam się zagranicznymi podróżami. A jednak. Tam jest przeeeepięknie. Jakby ktoś tam jeszcze nie był, polecam z czystym serduchem. Aha, i smacznie mają.

A propos smacznych rzeczy, pamiętam jedną sytuację z restauracji w Kazimierzu Dolnym. Jedliśmy frytki z rybką. Poza tym, musicie wiedzieć, że ja zawsze, ale to zawsze jem szybciej od Niego. On jest jakiś taki niedojrzały emocjonalnie, żeby nie modlić się nad jedzeniem. Różnica jest na tyle duża, że zanim on zje swój obiad, ja zdążę skończyć i obiad, i deser, i być dwa razy w toalecie, i jeszcze pozwiedzać okolicę. Aha, i często zjem, twierdzę, że najadłam się jedynie jako tako i za 2-3 godziny krzyczę, że jestem znowu głodna. On potrafi zjeść raz dziennie i zapomnieć o głodzie.

Tym razem porcja mnie przerosła i strasznie się męczyłam, więc nie byłam w stanie ani zjeść w normalnym tempie, ani tym bardziej zjeść wszystkiego. On kończył w podobnym czasie, ale twierdził, że nadal chyba jest trochę głodny.

Ja: Chcesz moje frytki?

On: Słucham? Jak to?

Ja: Już nie mogę.

On: I niby najadłaś się wcześniej niż ja?

Oddałam mu frytki, udowadniając, że tak, owszem, zdarzył się cud. Patrzył na mnie z jakimś dziwnym niesmakiem.

Ja: Co?

On: Znając ciebie, to pewnie te frytki albo leżały na podłodze, albo spadły ci z talerza, albo były zbyt wolne, żeby uciec, czyli oddajesz mi kalekie albo głupie.

Tak, jam jest geniusz zła.

Imię

Nadal uważam, że to imię nie jest najpiękniejsze, ale imion męskich nie ma pięknych w ogóle. Tylko trzy są ładne: Marcin (mąż), Piotr (Becika) i Paweł (teść). Koniec. Reszta mi się zwyczajnie nie podoba. Mogą sobie być te inne imiona, mogą je nosić inne dzieciaki, ale nie moje.

Jedyne, jakie zostało, to Jego drugie imię. Nie jestem zachwycona, ale nie widzę lepszego wyjścia.

Byliśmy w ten weekend u rodziców. Piter biega, skacze, szaleje ze mną.

Becik: Piotruś, pamiętasz, jak ja miałam w brzuszku Gabrysia?

Piter: Taaaak!

Becik: Ciocia ma teraz w brzuszku Michała. Nie wolno tak skakać blisko, żebyś nie zrobił krzywdy bobasowi.

Piter popatrzył na mnie z uśmiechem, położył się obok, tzn. tyłek wsadził mi prawie w twarz (długi 3-latek skubany) i przyłożył buzię do mojego brzucha.

Piter: Michaś, kiedy wyjdziesz?

Kocham tego szkraba, a Gabryś robi się prawie identyczny jak Piter. Z wyglądu. Przeboscy są!

Będzie Michał Aleksander.

*****

Czy ktoś wie, co się dzieje u Sylwii (kwiatuszek)? Sto lat jej nie ma.

Tissana, ja rozumiem, ale nie rozumiem, więc wróć.

Szczęściara, przywołuję Cię do porządku. Nie każę Ci odkurzać, kurze chociaż pościeraj.

Młoda, na mnie krzyczysz, żebym pisała, a sama się nie odzywasz od lutego. Od początku lutego, żebyśmy miały jasność.

Reszta jest w miarę grzeczna, dziękuję.

Genetyka

Zrobiliśmy tę PAPPĘ, wyniki wyszły dobre, aaaaleee… Mnie to nie uspokoiło, bo nie wyszły (wg mnie) zajebiście. Zamiast 1 do miliona, miałam 1 do kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy. A ja nie lubię nie być pewną na 100%, więc zapisałam się z miejsca na test SANCO (który mi lekarz w sumie jeden z drugim odradzali, bo twierdzili, że wyniki są super). Siostra mówiła, żem głąb, bo ona jest pewna, że wszystko jest ok, rodzice to samo. Ale mąż widział, że ja nie spocznę, dopóki się nie upewnię i że prawdopodobnie chodziłabym tak zestresowana do września. Pobrano mi krew we środę wieczorem, a w piątek o 9 rano dowiedzieliśmy się, że będzie zdrowy chłopak.

I dopiero teraz odpuściłam – stres jest duuużo mniejszy, jakoś mnie nawet te ciągnięcia, kolki, bóle, itp. aż tak bardzo nie przeszkadzają. Nie myślę co 2 dzień o tym, by iść na USG, bo coś zaboli albo co gorsza mniej mdli (tak, tak, nawet wtedy myślałam, że coś może być nie tak; brawo ja!). Teraz po prostu chodzę sobie, żyję, funkcjonuję w końcu jak normalny człowiek. No, prawie normalny, bo podobno w ciąży mi się kartofel w głowie zrobił i podobno jakaś taka lekko głupsza bywam.

Imię wstępnie wybraliśmy i byłam do niego przekonana całe kilka miesięcy (bo wybraliśmy dawno temu i dla dziewczynki, i dla chłopca), ale przestaję być pewna. A On chce zabić, że zmieniam zdanie.

Plusów od środy/czwartku pojawiło się więcej, bo przestałam w końcu codziennie wymiotować i już tylko mnie mdli. Ludzie, z którymi robię projekt na uczelni, są szczęśliwi, że w końcu wrócę i nie będę na nich zrzucała całej pracy. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się obronić w tym semestrze.

Pre-pre

Pre, bo to jeszcze nie te prenatalne, bo prawdziwe (czyli w klinice, w której chcę rodzić) powinnam mieć w najbliższy piątek.
Długo się denerwowałam przed wczorajszym dniem, ale kilka dni temu zeszło zdenerwowanie. Nie wiem, dlaczego i jakim sposobem. Nawet On zauważył, że w niedzielę jestem za spokojna.

On: Nawet mocno dziś nie kąsasz.

USG miałam o 12.30, wszystkie narządy – żołądek, serducho, nos itp. – było widać. Prócz pęcherza moczowego, ale lekarz uspokoił, że tak czasami bywa, szczególnie, że nie jestem jeszcze w 13 czy 15 tygodniu, a dopiero w 12.

Pappa będę musiała jednak zrobić, chociaż bardzo nie chcę. Zastanawiamy się nadal nad testem SANCO i jestem coraz bliższa decyzji o zrobieniu go.

Wiecie co? Ta ciąża jest przereklamowana. Wszyscy trąbią, że to czas wyjątkowy, cudowny. Guzik prawda. Wszystko ciągnie, zamartwianie się mam na porządku dziennym, nic mi się nie chce. Czuję się oszukana.

Te, które już rodziły – miałyście poród naturalny czy cc? I dlaczego akurat to wybrałyście?

Post Navigation