KONTROLOWANI

TAJNE PRZEZ POUFNE

Gotujący to szczęśliwy mężczyzna

On robi obiad. I kiedy kuchci, mnie nie pozwala wchodzić do kuchni. Niestety dla niego, mam tak, że zawsze, gdy On wejdzie do kuchni, mnie się przypomina, że potrzebuję multiwitaminy, która tam jest albo innego chleba, który dokładnie i tylko tam jest przecież. Tak samo jest z łazienką i każdym innym pomieszczeniem w domu. Co On nie pojawi się w łazience, ja od razu muszę siku, co On nie usiądzie na kanapie, ja sobie umyślę usiąść właśnie z lewej strony, bo tam mi się tablet ładuje, a On przecież jak na złość usiadł właśnie po lewej stronie.

Wchodzę do kuchni, bo muszę (poprostumuszę) zjeść kanapkę.

On: Czuję się prześladowany. Nie śmiej się. Zakładam bloga „Kobieta mnie prześladuje”.

…..

Wziął się za obieranie cebuli.

Ja: Pomóc ci?

On: A co? Chcesz patrzeć czy płakać?

…..

Rozsypał orzechy, więc zbiera i jednocześnie je od razu zjada. I nuci.

On: Jestem szczęśliwy, bo wyjadam sooobie ziareeenkaaaa.

Ja: Jesteś nienormalny.

On: Dziękuję ci za to i dziękujęę tooomiii.

Ja: Tomi?

On: No mi, bo sobie dziękuję.

…..

Po obiedzie. Nuci znowu.

On: Myję sobie kuchnięęę, by ją za chwilę ubrudzić. Albo Iwonka mi ją ubrudzi, bo będzie chciała przejąć talerz albo garnek. Aaaaale to nic, taaaakie życie.

Reklamy

Szybko, szybciej, najszybciej

Czy wyście też tak miały? Czy wyście też w 2 dni po zaręczynach miały salę, zespół, fotografa i kamerzystę?

Próbowałam namówić Marcina na ślub na Bali albo w innym, pięknym miejscu. Próbowałam namówić na wzięcie ślubu, na uroczystą kolację i leżenie na plaży przez kilka tygodni.

On: Ja jestem przaśny, muszę mieć wesele!

I to by było na tyle z prób i namawiania.

Co do reszty – salę chcieli – On, Becik, Mat, rodzice – taką jedną ładną, ale taką nie do końca baaardzo elegancką. Wiecie, żadnego dworku, żadnej lśniącej podłogi. Nie zgodziłam się i jest lśniąca podłoga, lśniące jest wszystko.

Zespół jest ten sam, co u Becika. Fotografa i kamerzystę znaleźliśmy z poleceń, obejrzeliśmy filmy i sru.

Sukienki – żadna, dosłownie żadna mi się nie podoba. Nadal chcę ślubu na plaży i nie chcę przaśnego weselicha. No, ale jam z Podlasia, więc chyba się nie uda.

Włochy, Holandia, Cypr, zakochane Zakopane

Tak, tak, moi mili, tak się zapuściłam, że utknęłam na… No właśnie, nawet nie wiem, na czym dokładnie, bo niby opisałam czerwcowy wyjazd, ale wszak przed czerwcem był maj, a wraz z nim majówka i wyjazd do Włoch.

Włochy

Byliśmy we czwórkę – z Marcinem, Becikiem i Matem. Mieszkaliśmy w Bari, zwiedzaliśmy Alberobello, Materę, Polignano a Mare, jedliśmy owoce morza prosto z morza (od rybaków w porcie), zwiedzaliśmy przeeepiękne miejsca i gadaliśmy. Baaaardzo dużo gadaliśmy. Ja z Becikiem głównie, a Marcin z Matem. I przede wszystkim zostawiliśmy Polaków w 15 stopniach i ulewach, a sami wylegiwaliśmy się na słoneczku pięknym, ciepłym.

Holandia

Do Holandii polecieliśmy w sierpniu, w czasie długiego weekendu, na dokładnie 5 dni. Do Amsterdamu, Rotterdamu i Hagi. I o ile Amsterdam jest ładny, Rotterdam jest byle jaki, o tyle w Hadze się zakochaliśmy.

Przede wszystkim w plaży, jaka jest w Hadze. W samej Hadze zresztą też. Jeśli będziecie kiedyś w okolicach, polecam.

Cypr

Ósmego września, w piątek, wybraliśmy się na Cypr. Miałam wątpliwości, czy faktycznie wziąć hotel w Larnace, bo większość ludzi polecało Ayia Napę. Teraz już wiem, że podjęliśmy najlepszą decyzję na świecie. Najlepszą dla nas. My nie lubimy tłumów i typowo turystycznych miejsc. I mimo że Larnaka to miasteczko również turystyczne, to po wizycie w Ayia Napie, wiemy, że byśmy tam dłużej niż jeden dzień nie wytrzymali. Chyba.

Jako że w Hiszpanii, Włoszech i Holandii żeśmy zwiedzali, tak Cypr postanowiliśmy przeleżeć, przeleniuchować. Głównie leżeliśmy na plaży lub w wodzie – płytkiej daleko hen hen, cieplutkiej i takiej pięknie przezroczystej i spokojnej.

Wykupiliśmy też nurkowanie – kurs wstępny i samo nurkowanie. I to jest coś, czego nie zapomnę do końca żywota. A wszak żywot dość atrakcyjny pędzę.
Zeszliśmy na głębokość 12 metrów. Miałam oczywiście problemy z oddychaniem przez same usta, nos nie chciał współpracować. Ale w końcu się nauczyłam. I było po prostu pięknie. Widzieliśmy kolorowe ryby, wioskę smerfów (prawie zabiłam Papę Smerfa), jeźdźców Apokalipsy i naprawdę dużo tych kolorowych ryb.

Cypru się bałam. Po Krecie, która kojarzyła mi się z bezdomnymi kotami i brudem na ulicach, bałam się, że i na Cyprze będzie podobnie. Na szczęście wyszło, że nie było się czego bać, a Cypr okazał się cudownym, pięknym, czystym miejscem.

___________

Tydzień po powrocie z Cypru przeżyłam trudny okres. Nagle zdrętwiały mi ręce i nogi, nie byłam w stanie normalnie chodzić i poruszać rękami. Podejrzewano najpierw stwardnienie, potem boreliozę, a ostatecznie, po ponad 2 tygodniach, okazało się, że to – tylko i nie tylko – dyskopatia kręgów szyjnych. Ogólnie trudno mi się pracuje przy biurku, a jak pamiętacie, muszę siedzieć i pracować dla 2 firm, więc trochę tego jest. Mam czas do końca marca, aby powstrzymać to paskudztwo, inaczej będę musiała poddać się operacji, a jednak kręgosłup jest dla mnie ważny. Zbyt ważny.

____________

Zakopane

Po wyjściu ze szpitala chciałam odpocząć. Marcin zaproponował wyjazd do Zakopanego. To jestem w stanie dokładniej opisać, bo wyjazd był niedawno. Zaznaczę też, że nie robię żadnej reklamy, ale z całego serducha polecam restauracje, o których wspomnę.

Wyjechaliśmy 1 listopada o 8.30, w Zakopanem byliśmy po 14.30. Zostawiliśmy rzeczy i wybiegliśmy przegłodni do Owczarni. Wszamaliśmy ogromne michy kwaśnicy, posiedzieliśmy przy piwie i grzańcach (wypiłam 2 i nie padłam!), wróciliśmy do pokoju ok. 20.30, dość mocno zmęczeni.

We czwartek, 2 listopada, Marcin poinformował mnie, że wykupił nam wjazd kolejką na Kasprowy. Spójrzcie, jakie tam cuda listopadowe widziałam:

A potem było jeszcze piękniej. Bo tam oto, po dwóch latach i 24 dniach związku, Marcin postanowił się oświadczyć.

Kasia: Oooo, gratulacje. I co teraz?

On: Powiedziała „chyba tak”, więc ślub chyba we wrześniu.

Także tak. Chodzę z piknym pierścionkiem od tygodnia.

*****

Wieczór spędziliśmy w restauracji Watra, objadając się i upijając.

We czwartek zabrał mnie do Term w Bukowinie Tatrzańskiej, po 3 godzinach szaleństw w basenach zewnętrznych znowu wybraliśmy Watrę (najpyszniejsza knajpa ever, jakby ktoś pytał) do późnych godzin wieczornych.

W piątek, gdy w końcu zwlekliśmy się z łóżka (a było cholernie trudno po tej wiśniówce nieszczęsnej), poszliśmy na spacer pod skocznie, które mieliśmy praktycznie pod nosem, potem poszwendaliśmy się, kupując magnesy, sery, czapy (wybrałam przepiękną czapulę dla Pitera – z baranem, cieplusieńką) i baraninę (teściówka zażyczyła sobie całego barana, seriówka!).

W sobotę, zaraz po śniadaniu, czyli tuż po godz. 10.00 wyjechaliśmy w stronę domu rodziców Marcina. Ponad 6 godzin jazdy. Poinformowaliśmy ich, że chyba za rok, czyli chyba we wrześniu bierzemy ślub.

Aha, zapomniałabym – od 3 listopada mamy już salę i zespół.

Moich rodziców zawiadomimy w ten weekend, tata obchodzi dziś urodziny, więc będziemy świętować.

***** __________________ *****

Większego i szybszego skrótu chyba wymyślić już nie mogłam. Jeśli jest coś, o czym nie napisałam, dajcie, proszę, znaka.

Jutro ja się zabiorę za nadrabianie zaległości u was. Już się boję.

Aerovederci baby i Polska – Rumunia

Jako przerywnik, zanim napiszę o Włoszech, wspomnę o pięknych chwilach, jakie przeżyliśmy niedawno.

Aero-vederci

Najpierw długi weekend 1-4 czerwca, który spędziliśmy w Krakowie.
Wyjechaliśmy we czwartek wieczorem. Z pracy odebrał mnie Marcin po godz. 15.00. Dzień wcześniej zaliczył imprezę firmową, więc miał wolny dzień, ja wyszłam wcześniej po prostu.
Na miejscu byliśmy bardzo późno (jechaliśmy 6 godzin) z powodu remontów na S8 oraz kilku przystanków na Maka i tankowanie.

Krakow1

W piątek pozwiedzaliśmy Kraków, zjedliśmy najpyszniejsze, najdłuższe zapiekanki ever z ogromną ilością wszystkiego. Pospacerowaliśmy wzdłuż brzegu Wisły, zjedliśmy pyszny obiad w jednej z knajpek niedaleko Wawelu i wyruszyliśmy w drogę do Tauron Areny. Na koncert Aerostmih!

krakow3

Z ręką na sercu przyznam, że do tej pory żaden inny zespół nie przebił Metalliki. Dopiero Aerosmith się to udało. Byli przeeeegenialni!

krakow2.jpg

Gdy wyszliśmy i szliśmy chodnikiem, obok przejeżdżał Steve Tayler. Oczywiście, zaczęłam biec, ludzie też i tak odprowadziliśmy go do skrzyżowania. Wyjrzał i jechał, śmiejąc się na to, co wyprawiamy. Wieczór był cudowny.

W sobotę wstaliśmy o 12.00. Ledwo. Serio, ledwo udało nam się ściągnąć tyłki z łóżka i zawlec się do łazienki. Po śniadanio-obiedzie spotkaliśmy się z Evitą – koleżanką Marcina ze studiów. Poszliśmy na lody, na festyn nad Wisłą z okazji Dnia Dziecka, wypiliśmy piwko (ja też, choć nie było smaczne, mimo dużej ilości soku) i zjedliśmy kromy chleba ze smalczykiem.

krakow4.jpg

W końcu usiedliśmy na trawie i obejrzeliśmy Paradę Smoków.

krakow5.jpg

Po kolacji padliśmy na łóżko jak zabici. W niedzielę czuliśmy się już trochę lepiej i udało nam się wstać o 11.30. Nie, no, poważka, byliśmy jak nieżywi w tamtym okresie. Duże znaczenie ma na pewno fakt, że znowu prawie żaden weekend nie spędzamy w domu i wciąż gdzieś jeździmy. Tydzień wcześniej np. byliśmy na 1 urodzinach Pitera.

Po śniadanio-obiedzie zauważyliśmy, że spod Wawelu wyrusza parada smoków – jeden koleś jechał na takim wielkim smoku, byli tancerze, były ręcznie robione smoki, była parada smoków, które brały udział w konkursie na najlepszego smoka ever. I tak sobie przeszliśmy z tą wielką paradą do centrum Krakowa, wróciliśmy po samochód, bo klucze do pokoju już oddaliśmy wcześniej, i odjechaliśmy ok. 14.00 w stronę Wawki.

Polska – Rumunia

polska1.jpg

Jak pamiętacie, mecz odbył się 10 czerwca. I myśmy tam byli. I myśmy się na stadionie bawili. I myśmy piosenki śpiewali. I myśmy gole na żywo obserwowali.

polska2

Oglądaliście? A może ktoś z was też tam był i szalał? I widział rozebranych Rumunów, którzy zdenerwowali się na petardę? I szaleństwo po każdym z 3 goli Lewandowskiego? Ktoś widział?

Barcelona

Dwa miesiące minęły jak jeden dzień. W kwietniu tego roku wybraliśmy się na wycieczkę do Barcelony. Sami kupiliśmy bilety, sami zarezerwowaliśmy noclegi, sami decydowaliśmy o tym, co chcemy zobaczyć.

Barcelona1

Wylądowaliśmy na lotnisku El Prat (po godz. 21.00), skąd do centrum pociągiem mieliśmy ok. 20 minut drogi.

Bilety:

  • możecie wybrać autobus albo pociąg, my wybraliśmy pociąg, bo jest szybszy
  • bilety kupujecie w automacie na peronie: 4,50 Euro – bilet w 1 stronę z lotniska do centrum, 2,50 Euro – bilet w 1 stronę z lotniska do centrum (różnica w cenie wynika z tego, że albo kupujecie bilet za 4,50, nazwany jako „lotnisko – centrum”, albo kupujecie bilet normalny, który zawiezie was w dokładnie to samo miejsce, ale nie będziecie przepłacać), 9,90 Euro – 10 biletów normalnych, opcja dla osób, które wiedzą, że będą zwiedzały i którym potrzebne będą bilety do przejazdów
  • stacja kolejowa znajduje się przy Terminalu 2, czyli po wyjściu z hali przylotów musicie przejść ok. 5 minut pieszo; pociąg do centrum odjeżdża co ok. 30 minut

Noclegi:

  • opcji jest cała masa – od hoteli, przez apartamenty z airbnb, po hostele (choć tych ostatnich nie sprawdzałam nawet za bardzo, więc się nie orientuję)
  • ceny wahają się od kilkuset Euro za noc do kilkudziesięciu; jeśli ktoś potrzebuje pomocy w znalezieniu konkretnego hotelu, dajcie, proszę znać, mogę polecić i pomóc znaleźć.

Zwiedzanie:

  • nie będę opisywała całego zwiedzania, bo za dużo zajęłoby to i czasu, i zbyt wiele miejsc odwiedziliśmy – mogę tylko napisać, że Barcelona to jedno z najpiękniejszych miast, jakie w życiu odwiedziłam, jeśli nie najpiękniejsze

Barcelona4

  • w Barcelonie jest wszystko, czego dusza potrzebuje – zabytki Gaudiego, od których trudno oderwać wzrok, pięęęęękne, długie plaże (czyste!) z cudowną wodą (nawet w kwietniu) i setki knajpek, w których można zjeść pyszności i wypić sangrię
  • na pewno do Parku Guell i do Sagrady Familii polecam kupić bilety wcześniej przez Internet – do Sagrady ze względu na kilkukilometrowe kolejki, do Parku z powodu braku biletów w kasie na miejscu; do Parku najlepiej kupić z kilkudniowym wyprzedzeniem
  • Wzgórze Montjuïc – wjazd kolejką, z której widać pięknie panoramę całej Barcelony to koszt 11 Euro w 1 stronę i 16 Euro w 2 strony za osobę; to było moje marzenie, bo postanowiłam dreptać śladami bohaterów z książki Zafona (kto czytał i kocha jak ja, ten wie)
  • Park Guinardówstęp wolny, długa, kręta droga pod górę (w pełnym słońcu umieraliśmy), ale gdy się wejdzie na górę? Coś pięknego! I się tam siedzi (z innymi ludźmi z najprzeróżniejszych stron świata) i się piknikuje, popija piwko lub wino, patrząc na calutką Barcelonę roztaczającą się przez nami 
  • i wiele innych miejsc (także cudownych parków, gdzie można piknikować na kocu w nieskończoność), o których sami musicie zdecydować, czy chcecie je zwiedzać, czy wolicie wówczas leżeć na plaży; w kwietniowym słońcu leżeliśmy całe 2 razy w ciągu 8 dni. Wróciliśmy opaleni na ciemny brąz
  • ach! i koniecznie odwiedźcie targ La Boqueria – tuż przy Rambli, z taką ilością kolorowych pyszności nigdzie, przenigdzie się nie spotkałam, pyyyysznooości

Barcelona6

Tak, te doły pod oczami nie są od słońca i szczęśliwie przespanej nocy.
I tak, siorbię Sangrię.

Od rana mam dobry humor

Ja: Dziś Międzynarodowy Dzień Seksu.

On: No, coś czułem od rana.

…..

Co u mnie? W kwietniu odwiedziliśmy Barcelonę, w maju obcas Włoch, kilka dni temu wróciliśmy z długiego weekendu (i koncertu Aerosmith!) w Krakowie, niedługo kolejne urlopy. Myślę o opisaniu tych pięknych chwil, ale sami widzicie, jak mi idzie.

A dlaczego – poza tym, co wyżej – nie piszę? Nadal praca, praca, praca, i jakoś tak brakuje czasu. Albo chęci. Albo i jednego, i drugiego.

…..

Co u Becików? Piter skończył właśnie roczek (23 maja), bawiliśmy się na jego urodzinach. Bobek jest przeeeeenajsłodszy na świecie. Gada, śpiewa, śmieje się (non stop!), jest cudowny. Mat otwiera pub w centrum Białegostoku (23 czerwca otwarcie, czyli w moje szanowne urodziny), więc jest zarobiony po uszy.

Co u Anny? Po przeprowadzce do Ełku, gdzie zamieszkała z Damianem, wytrzymała w normalnej (nie szkoła, nie przedszkole itp.) pracy równo 3 miesiące. Pod koniec listopada 2016 roku zrezygnowała z pracy (albo ją wyrzucili, w co wierzę bardziej), zaczęła szukać nowej w Warszawie i od kwietnia pracowała znowu w jednej ze szkół warszawskich, ale nie przedłużyli jej umowy na wakacje. Znalazła już nową pracę w Augustowie, zacznie ją od września. Jaką dokładnie pracę, nie wiem.
Damian z kolei nadal mieszka pod Ełkiem, czyli jak widzicie, małżeństwo to istnieje tylko na papierku. Widzą się od weekendu do weekendu, ale tylko pod warunkiem, że to Anna do Damianka pojedzie.
Jaka jest prawda, nie wiemy, bo Anka ma problem z mówieniem prawdy. Możliwe, że on chce rozwodu, możliwe, że po prostu się nie widują, bo nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Nie wiem, ale to, co ona opowiada o własnym mężu, zakrawa o teksty z trudnych spraw albo innego tv show.
Jakby tego było mało, pojechała odwiedzić swojego byłego i tak zupełnie niechcący on powiedział, że ją kocha, a jej się to niechcący spodobało (skoro mąż ma ją głęboko gdzieś) i się niechcący pocałowali. Jednym słowem, Anna zdradziła własnego męża.

Ja: Jak tam?

Anka: A różnie, raz szeroko, raz podłużnie.

…..

Ania: Patrzyłam na niego przez czarny filtr.

…..

Anka: Nie będzie mi robił z gęby szamba.

…..

Czy jest coś, o czym nie wspomniałam, a o czym wspomnieć powinnam, o czym chcielibyście wiedzieć?

IEM

Wczoraj wieczorem wróciłam z weekendowego IEMu, czyli Intel Extreme Masters. Tego czegoś.

W ciągu całego weekendu zrobiłam chyba z 50 km, a może i więcej. Zaliczone i stoiska, i impreza Twitchowa z gwiazdeczkami telewizji, e-sportu i youtuba (tak na marginesie, większego szału niż przy Rezim, Izaku czy Zdrójkowskim nie widziałam) i wiele wiele innych.

A jak było? Tłumnie!

iem

iem1

iem2

I na koniec pytanie. To akurat dostał Daniel o godz. 3 nad ranem wczoraj/dziś po składaniu stoisk.

iem3

Złote myśli Anny cz.3

Ja: To on ma psa?

Sylwia: No ma… Rotwera ma.

Ja: Co ma?

Sylwia: Tego… Roootlerejlera ma.

Ja: Aha.

Anna: Co on, kurwa, ma??

Ja: Rottweilera.

Anna: (do Sylwii) Jebnięta jesteś??

…..

Dzwoni. Idę przez przejście, dookoła gwar i hałas.

Anna: Gdzie ty jesteś?? W matrixie??

…..

Anna: Górale? Kurwa, jakie brzydale. W promieniu ośmiu kilometrów tragedia, rozpacz i tragikomelodia.

…..

Anna: Ile można na tych nartach jeździć? To znaczy, no wiecie, ja na tych łyżwach jeździłam tak, żeby jeździć zawsze, ale teraz to trzeba było za każdym razem zjechać z tego wzgórka. No wiesz, do czego zmierzam? Dla mnie to żadna frajda.

…..

Anna: Przecież ja muszę najpierw wiedzieć, co i jak. Toż nie będę kupowała KOTA W BUTACH, nie?

…..

Becik: A nie możemy za tydzień do Druskiennik?

Anna: Tak daleko chcecie jechać??

Ja: Trzy godziny drogi z Białegostoku przecież.

Anna: Co?… A, no tak… Do DRUZ… DRUZ… DO TYCH DRUZGNIE… GNIENNIK… Nooo, może i tak.

Wstęp do opiekunki do dziecka

Jedziemy do rodziców.

Ja: Co ten facet z busa tak dziwnie na nas patrzy?

Becik: Chyba stoję na dwóch pasach.

…..

Becik próbuje zatrudnić opiekunkę do dziecka. Starsza pani, z polecenia. Ten temat opiszę w następnym poście. Bo warto.

Mama jest przeciwna zatrudnianiu babci do maleńkiego dziecka. Becik się w końcu zdenerwowała zrzędzeniem mamuni.

Mama: Wzięłaś leki?

Becik: Jeszcze nie, matko.

Mama podaje jej tabletkę.

Becik: Odejdź, matko. Sama wezmę. Od ciebie nic nie chcę.

…..

Becik: Ej, jak się nazywał ten, co z laską chodził w „Królu Lwie”?

Mat: Simba?

…..

Ja: A ten chudy, co z Pumbą chodził?

Mat: Zazu?

Imię dla chłopca

Kupiliśmy kwiatka. On czyta opis:

On: Drzewkooo boooonsaaaai.

Ja: To skoro drzewo zasadziłeś, to jeszcze musisz spłodzić syna i…

On: I mieć psa.

Ja: Co takiego?

On: No, zasadzić drzewo, spłodzić syna i mieć psa.

Ja: I wybudować dom.

On: Aaa, no tak!

Po chwili słyszę jak mówi do siebie:

On: Kurcze, opcja z psem była łatwiejsza.

…..

Imię dla dziewczynki mamy. Właściwie dla trzech nawet. Z chłopcem są problemy.

On: Teodor?

Ja: Wybieramy dla chłopca, nie psa.

On: Wojtek?

Ja: Dziecko czy pies?

On: I to, i to. Będzie łatwiej wołać na obiad.

…..

Słuchamy radia.

On: Słyszałaś??

Ja: Co?

On: Koleś ma na imię Radomir.

Ja: I co?

On: No Radomir!

Post Navigation